
Mestia–Uszguli w Gruzji — alternatywa dla Alp
Czterodniowy trekking Mestia–Uszguli w Swanetii: co w nim alpejskie, co go przewyższa, co rozczarowuje, ile kosztuje i dlaczego wróciłem po raz drugi.
Alpinista z ponad dwudziestoletnim stażem, instruktor wspinaczki wysokogórskiej, uczestnik dwunastu wypraw w Andach, Himalajach i Karakorum. Prowadzi On The Summit od 2022 roku — magazyn ludzi, dla których szczyt to nie koniec, tylko początek rozmowy.

Czterodniowy trekking Mestia–Uszguli w Swanetii: co w nim alpejskie, co go przewyższa, co rozczarowuje, ile kosztuje i dlaczego wróciłem po raz drugi.

Co naprawdę dzieje się z ciałem i sprzętem na pierwszym biwaku na 6000 metrów — śpiwór, namiot, kuchenka, oddychanie i trzy rzeczy, których żaden ekwipunek nie zastąpi.

Dlaczego mimo dwudziestu lat w wysokich górach nie używam tlenu — i jak myślę o granicy, którą jego komercjalizacja przesuwa w alpinizmie.

Torres del Paine i Fitz Roy z bliska: wiatr, który przewraca z nóg, drogi system rezerwacji, pogoda zmieniająca się w cztery godziny. Czego nie powie przewodnik.

Powrót z bazy bez szczytu to jedno z trudniejszych doświadczeń w górach. Jak rozmawiać z zespołem, sponsorem i rodziną — i kiedy próbować jeszcze raz.

Dwadzieścia lat w górach to wystarczająco dużo, żeby zobaczyć zmiany: drożejące permity, komercyjne wyprawy, kolejki i social media. Co zostało, co zniknęło.

TMB we wrześniu lub październiku to inna trasa niż ta sama pętla w lipcu — ciszej, chłodniej, z zamkniętymi schroniskami i jesiennymi kolorami Alp.

Aklimatyzacja w Andach i Himalajach to dwa różne doświadczenia — różni je klimat, logistyka, tempo wchodzenia i to, co dzieje się w głowie wspinacza.
Wyprawy Everest przestał być górą. Stał się infrastrukturą. A dla niezależnych alpinistów to oznacza konieczność przemyślenia wszystkiego od nowa — terminów, drogi, sensu.
Trekking GR20 to nie szlak turystyczny. To dwa tygodnie negocjacji z granitem, wiatrem i własnymi kolanami. Europejska klasyka, o której Polacy wiedzą mniej, niż powinni.