Newsletter
Opinie

Dlaczego polscy himalaiści wracają do Karakorum

Maciej Paszko 18 kwietnia 2026 3 min czytania

Przez ostatnie dwie dekady polski alpinizm wysokogórski miał jedno serce — Nepal. Everest, Manaslu, Dhaulagiri. Logistyka była prostsza, pozwolenia tańsze, a sceny wyprawowe bardziej przewidywalne. Coś się jednak zmieniło w ostatnich dwóch sezonach. Nasze ekspedycje coraz częściej wybierają Karakorum. Trzy powody, dlaczego ten ruch ma sens.

1. Karakorum nie zbanalizował się tak jak Himalaje

W sezonie przed covidem na Evereście notowano pojedynczego dnia ponad trzysta osób w kolejce do South Col. Na Lhotse podobnie. Manaslu stała się dosłownie „ósmym tysięcznikiem na licznik” dla klientów komercyjnych. Pozwolenie na Everest to dziś koszt poniżej średniego wesela w Polsce.

Karakorum nie poszedł w tę stronę. K2, Gasherbrumy, Broad Peak, Masherbrum — frekwencyjnie są o rząd wielkości mniejsze. Pozwolenia są droższe, logistyka brutalniejsza, pogoda mniej przewidywalna. Dla alpinisty, który chce wspinać się, a nie dołączać do kolejki, to różnica fundamentalna.

2. Historia polska zaczyna się tam

Pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik? Cichy i Wielicki na Evereście, ale drugie — już Karakorum. Kukuczka na siedemnaście wspinaczek latem w górach Azji, z czego większość ma w portfolio szczyty z Karakorum. Potem Rutkiewiczowa, K2, 1986.

Młode pokolenie, które wraca teraz do Karakorum, wychowało się na tamtych książkach. Dla nich to nie jest tylko geografia — to ciąg dalszy opowieści, która została przerwana na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy wyprawowa scena przesunęła się do Nepalu.

3. Styl, który się odradza

Karakorum wymusza styl alpejski. Nie da się tam wejść w stylu ekspedycyjnym z długą drabinkową infrastrukturą jak na Evereście — temperatury, wiatr i brak infrastruktury dolinnej to wszystko utrudniają. Kto wchodzi w Karakorum, ma niewielki zespół, ograniczony sprzęt i jedno okno pogodowe.

Dla polskiego alpinizmu, który historycznie bardziej identyfikuje się ze stylem alpejskim niż z ekspedycyjnym, to naturalne środowisko. Wracamy do tego, co umiemy.

Co to oznacza dla najbliższych trzech sezonów

Moja prognoza: w nadchodzących trzech sezonach zobaczymy polskie zespoły na minimum pięciu szczytach Karakorum, w tym próby zimowe Gasherbrum I i Broad Peak. Jeśli któraś z nich się uda — polska szkoła wysokogórska wróci na mapę światowego alpinizmu jako realny gracz, nie tylko jako historia z lat osiemdziesiątych.

To nie jest nostalgia. To jest strategia. I jeśli ona się sprawdzi, będziemy o niej rozmawiać za pięć lat jako o przełomie.

Maciej Paszko

Redaktor naczelny

Alpinista z ponad dwudziestoletnim stażem, instruktor wspinaczki wysokogórskiej, uczestnik dwunastu wypraw w Andach, Himalajach i Karakorum. Prowadzi On The Summit od 2022 roku — magazyn ludzi, dla których szczyt to nie koniec, tylko początek rozmowy.