Kontakt
Opinie

Dlaczego polscy himalaiści wracają do Karakorum

Maciej Paszko 15 stycznia 2026 5 min czytania

Kiedy we wrześniu 2025 roku Michał Czech, Wadim Jabłoński i Słowak Adam Kaniak stanęli na szczycie Chumik Kangri (6754 m) w masywie Saltoro, potwierdzili trend, który w środowisku himalaistycznym narasta od kilku sezonów. Polscy wspinacze – zarówno ci z dorobkiem ośmiotysięczników, jak i garstka młodych – coraz częściej wybierają Karakorum zamiast Himalajów. Nie chodzi o sentyment ani o to, że „góry są tam dziksze”. Decydują konkretne liczby: dostępność niezdobytych jeszcze celów, niższe koszty pozwoleń i fakt, że region nie został jeszcze zbanalizowany komercyjną logistyką na skalę nepalskich ośmiotysięczników. Równocześnie lawina na Broad Peaku z 30 lipca 2026 roku, w której zginął Nirmal Purja i dziewięcioro innych wspinaczy, przypomina, że Karakorum nie jest bezpieczną alternatywą – jest innym typem ryzyka.

Karakorum kontra Himalaje: liczby ruchu

W 2023 roku Nepal wydał 478 pozwoleń na wejście na Mount Everest. W tym samym roku na K2 zarejestrowano 112 wejść. Rok wcześniej, w 2022, Pakistan sprzedał 207 pozwoleń na K2, a 22 lipca górą przeszło około 150 osób – wszystkie korzystające z tych samych lin poręczowych. Dla porównania, w 2018 roku na K2 weszło 62 wspinaczy, co wówczas uznano za rekord. Różnica między oboma regionami nie jest rzędu wielkości, ale dwu-, trzykrotna. Pozwolenie na K2 kosztuje 11 tysięcy dolarów od osoby, czyli mniej więcej połowę tego, co na Everest – i to z zapowiedzianą podwyżką. Mimo że komercja dotarła już do Karakorum, skala pozostaje mniejsza. Wspinacze, którzy szukają wyzwań poza główną arterią, wciąż mogą liczyć na puste ściany – czego dowodem jest wejście Czecha, Jabłońskiego i Kaniaka na Chumik Kangri, gdzie południową ścianą o wysokości około tysiąca metrów przeszli w stylu alpejskim, bez wsparcia Szerpów i bez lin poręczowych.

Polska historia zaczyna się tam

Polscy himalaiści mają na koncie dziewięć z czternastu pierwszych zimowych wejść na ośmiotysięczniki. W Karakorum zdobyto dwa: Gaszerbrum I (9 marca 2012, Adam Bielecki i Janusz Gołąb) oraz Broad Peak (5 marca 2013, Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek). To właśnie w Karakorum polski himalaizm zimowy odniósł największe sukcesy i poniósł najdotkliwsze straty. W 2018 roku Narodowa Zimowa Wyprawa na K2, licząca 17 uczestników pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego, zakończyła się bez zdobycia szczytu. Wielicki tłumaczył wtedy, że w sezonie pojawiło się tylko pięć okien pogodowych, a na atak potrzeba minimum trzech dni. K2 zimą zdobyli dopiero Nepalczycy 16 stycznia 2021 roku. Wanda Rutkiewicz jako pierwsza kobieta stanęła na K2 23 czerwca 1986 roku. Jerzy Kukuczka, który w ciągu ośmiu lat zdobył wszystkie czternaście ośmiotysięczników, w Karakorum wszedł tylko na cztery: Broad Peak, Gasherbrum II, Gasherbrum I i K2. Resztę zdobył w Himalajach. Tradycja polskich wypraw w ten rejon sięga jednak dalej: od pierwszej zimowej wyprawy na K2, którą w sezonie 1987/1988 poprowadził Andrzej Zawada, po dzisiejsze małe, niezależne zespoły.

Styl, który się odradza

Współczesne wyprawy w Karakorum różnią się od tych sprzed dekady przede wszystkim skalą. Do sierpnia 2023 roku na K2 weszło około 800 osób, zginęło 96. Większość dzisiejszych wejść odbywa się na komercyjnych warunkach – po linach poręczowych, z pomocą Szerpów. Jednocześnie rośnie liczba zespołów, które celowo wybierają trudniejsze cele i bardziej ryzykowny styl. Janusz Gołąb, uczestnik zimowego wejścia na Gaszerbrum I, w rozmowie z portalem wspinanie.pl w marcu 2018 roku mówił o warunkach zdobycia K2 zimą: „Na pewno trzeba spełnić kilka warunków. Po pierwsze, trzeba mieć świetny zespół.” Opisywał też koszty fizjologiczne: „Zauważyliśmy np. duży spadek masy ciała… Najgorsze jest to, że później organizm «bierze się» za mięśnie.” To właśnie nastawienie na pracę zespołową i akceptację strat fizycznych odróżnia współczesne ambitne wyprawy od komercyjnych wycieczek. Polskie próby zimowe – na K2 w latach 1987/88, 2002/03 i 2017/18 – oraz udane wejścia na Gaszerbrum I i Broad Peak pokazują, że ten rejon nadal pozwala na eksplorację w stylu, który w Himalajach stał się rzadkością.

Co to znaczy na najbliższe sezony

Wniosek jest prosty: Karakorum pozostanie miejscem, gdzie polscy himalaiści – zarówno ci z dorobkiem, jak i młodsi – będą szukać celów, które w Himalajach są już zajęte lub skomercjalizowane. Niższe koszty pozwoleń, mniejsza konkurencja i wciąż realne szanse na pierwsze przejścia sprawiają, że region przyciąga wspinaczy szukających wyzwań, a nie symbolicznego zdobycia najwyższego szczytu świata. Jednocześnie zagrożenia nie znikną: lawiny, krótkie okna pogodowe i trudniejsza logistyka ratunkowa zostają. Dla tych, którzy potrafią pracować w małym zespole i akceptują fizjologiczne koszty długich pobytów w ekstremalnym zimnie, Karakorum oferuje to, czego Himalaje już nie dają: przestrzeń do autentycznej eksploracji.

Czytaj też: Wojciech Kurtyka, Wojciech Wróż i Czy potrzebujemy jeszcze wypraw narodowych.