Kontakt
Opinie

Czy potrzebujemy jeszcze wypraw narodowych?

Maciej Paszko 28 lipca 2026 5 min czytania

27 stycznia 2018 roku czterech uczestników Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 przerwało własną akcję, by ruszyć na ratunek Élisabeth Revol na Nanga Parbat. Adam Bielecki dotarł do niej na wysokości około 6100 m, a Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala uczestniczyli w działaniach ratunkowych. Wyprawa liczyła 17 osób i miała realizować cel przedstawiany jako narodowy, lecz 5 marca Krzysztof Wielicki zakończył ją bez wejścia na szczyt. Ten przebieg pokazuje napięcie wpisane w podobne przedsięwzięcia: wspólny budżet i rozpoznawalna nazwa ułatwiają organizację, ale nie gwarantują wyniku ani nie zwalniają z decyzji podejmowanych wobec ryzyka.

Model PRL: co działało

Polski Związek Alpinizmu ukonstytuował się 3 marca 1974 roku na bazie Klubu Wysokogórskiego, tworząc organizacyjne zaplecze dla szkolenia i wypraw. Narodowy charakter przedsięwzięć nie oznaczał jednak pełnego utrzymania wspinaczy przez państwo. Jerzy Kukuczka i wielu innych uczestników zarabiali dewizy pracami wysokościowymi, między innymi malowaniem kominów, a państwowe instytucje i PZA współfinansowały działalność. Model działał dzięki połączeniu struktury związkowej, publicznego wsparcia i pracy samych wspinaczy, a nie dzięki jednemu płatnikowi.

Mechanizm wspólnego finansowania przetrwał zmianę ustroju, choć zmieniły się jego skala i język. W 2012 roku budżet Komisji Wspinaczki Wysokogórskiej PZA osiągnął rekordowe 320 tys. zł: 139,5 tys. zł przeznaczono na wyprawy sportowe, 77,5 tys. zł na „Kobiecą Koronę Himalajów”, 73 tys. zł na Manaslu, a 30 tys. zł na grupę młodzieżową. Piotr Xięski mówił wtedy, że „w obliczu kryzysu ekonomicznego Ministerstwo Sportu i Turystyki utrzymało zaangażowanie, wręcz zwiększając pulę środków”. Publiczne pieniądze pozwalały więc rozdzielać środki między wyprawy, szkolenie młodszych wspinaczy i cele programowe, zamiast opierać całość na jednym wyjeździe.

Co tamten model stracił

Prace wysokościowe wykonywane przez Kukuczkę i innych wspinaczy pokazują cenę organizacji wypraw, której nie widać w tabeli państwowych dotacji. Przygotowanie sportowe musiało mieścić się obok zarabiania na transport, sprzęt i pobyt w górach, a odpowiedzialność finansowa pozostawała rozproszona między uczestników, związek oraz instytucje państwowe. Taki układ dawał sprawczość, lecz wymagał czasu i pracy poza treningiem. Narodowa etykieta porządkowała cel, ale nie usuwała osobistego kosztu ponoszonego przed wyjazdem.

Współczesne programy zastąpiły część tego wysiłku większymi grantami i umowami sponsorskimi, wprowadzając zarazem zależność od konkursów, patronów oraz celów promocyjnych. W 2017 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki przyznało PZA 1 000 000 zł na zimową wyprawę na K2, natomiast w 2019 roku sponsorem programu Polskiego Himalaizmu Zimowego została firma Hasco-Lek. Finansowanie przestało być prostym układem państwo – związek – uczestnik. O powodzeniu programu decydowała już zdolność połączenia sportowego planu, publicznej promocji, szkolenia i oczekiwań prywatnego partnera.

Dzisiejszy model

Program „Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015” stworzył i prowadził Artur Hajzer, który zginął 7 lipca 2013 roku na Gaszerbrumie I. Przedsięwzięcie finansowały Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Fundacja im. Kukuczki, a honorowy patronat objął Prezydent RP. Jego sportowymi efektami były zimowe wejścia na Gaszerbrum I w 2012 roku i Broad Peak w 2013 roku. Program łączył więc długofalowe przygotowanie z jasno wskazanymi celami wyprawowymi.

8 września 2017 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki przyznało PZA 1 000 000 zł w konkursie dotyczącym promocji Polski przez pionierskie osiągnięcia sportowe. Środki przeznaczono na Narodową Zimową Wyprawę na K2 kierowaną przez Krzysztofa Wielickiego. K2 pozostawało wtedy jedynym ośmiotysięcznikiem bez zimowego wejścia, co nadawało przedsięwzięciu czytelny cel sportowy i promocyjny. Wielicki ujmował ten drugi wymiar wprost: „Jest zapotrzebowanie, żeby budować wizerunek Polski.”

Wyprawa 2017/18 była trzecią z wymienionych polskich prób zimowych po przedsięwzięciu Andrzeja Zawady z sezonu 1987/88 oraz Netia K2 2002/03, kierowanej przez Wielickiego i zakończonej na wysokości 7650 m. 5 marca 2018 roku, po rekonesansie Bieleckiego i Janusza Gołąba, kierownik zakończył akcję bez zdobycia szczytu. Pierwsze zimowe wejście na K2 nastąpiło 16 stycznia 2021 roku, gdy na wierzchołku stanęło dziesięciu Nepalczyków. Narodowy program może utrzymywać ciągłość prób, lecz osiągnięcie pozostaje przypisane zespołowi, który rzeczywiście dociera na szczyt.

14 czerwca 2019 roku program otrzymał nazwę „Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera”, a pięć dni później pozyskał firmę Hasco-Lek jako sponsora. Jednym z celów było szkolenie młodych wspinaczy z myślą o kolejnej zimowej próbie na K2. 5 marca 2021 roku Piotr Tomala zrezygnował z funkcji szefa programu. Zmiana kierownictwa po pierwszym zimowym wejściu Nepalczyków pokazała, że formuła zbudowana wokół jednego niezdobytego zimą szczytu wymagała wyznaczenia nowego kierunku.

Czego potrzebuje środowisko

Środowisko potrzebuje programu, który oddziela promocję kraju od oceny sportowej wyprawy. Sponsor i instytucja publiczna mogą oczekiwać rozpoznawalności, ale decyzje dotyczące składu, szkolenia oraz odwrotu powinny wynikać z kompetencji kierownictwa i sytuacji w górach. Narodowa nazwa ma sens wtedy, gdy oznacza wspólne zaplecze, przejrzysty wybór uczestników i rozwój kolejnych zespołów. Bez tego staje się hasłem przyklejonym do pojedynczego celu.

Finansowanie powinno obejmować przygotowanie młodszych wspinaczy, wyprawy szkoleniowe i przedsięwzięcia sportowe o różnej skali, zamiast skupiać całą uwagę na jednym szczycie. Potrzebne są jawne cele, zasady odpowiedzialności kierownika oraz rozliczenie programu także wtedy, gdy zespół wraca bez wejścia. Wyprawy narodowe nadal mają uzasadnienie jako narzędzie szkolenia i organizacji, lecz nie jako obietnica prestiżowego wyniku. Państwowa flaga nie zastąpi zespołu, planu ani decyzji o odwrocie, może za to pomóc stworzyć warunki, w których takie decyzje podejmują przygotowani ludzie.

Czytaj też: Andrzej Zawada, Polski alpinizm po 2025 i Aleksander Lwow.