Trekking w Patagonii — czego nie mówi przewodnik
Wiatr w Patagonii to nie jest element pogody — to jest podmiot. Byłem przy Fitz Roy po raz drugi, na odcinku między El Chaltén a Laguna de los Tres, kiedy podmuch ściął mnie z nóg dosłownie — nie w przenośni. Siedziałem w błocie, plecak odlecony metr do tyłu, i myślałem: dlaczego nikt mi tego tak nie opisał?
Czytałem przed wyjazdem trzy różne przewodniki po Patagonii. Wszystkie mówiły o wietrze. Żaden nie powiedział mi, że podmuch potrafi iść z prędkością przekraczającą sto kilometrów na godzinę i trwać bez przerwy przez cztery godziny, podczas których chodzenie jest nie tyle niebezpieczne, co fizycznie niemożliwe. Żaden nie powiedział, że przewracanie namiotów przez wiatr jest tu normą, nie wyjątkiem. I żaden nie wspomniał, że najważniejszy sprzęt do Patagonii to nie buty, nie kurtka — to zatyczki do uszu, bo hałas wiatru przez noc w namiocie może sprawić, że po trzech dobach zaczniesz słyszeć go również wtedy, gdy go nie ma.
El Chaltén i Puerto Natales — bazy, nie przystanki
Zacznę od logistyki, bo w Patagonii logistyka to prawie połowa wyprawy. El Chaltén to mała miejscowość w argentyńskiej prowincji Santa Cruz — brama do masywu Fitz Roy. Wszystko, co chcesz zrobić w okolicach Fitz Roy, zaczyna się tutaj. I tu jest pierwsza rzecz, której przewodniki nie piszą wyraźnie: El Chaltén ma problem z brakiem miejsc noclegowych w szczycie sezonu, który trwa od listopada do marca. Hostelowe łóżko kosztuje tyle, co nocleg w europejskim hotelu trzygwiazdkowym, a i tak trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
Puerto Natales jest bazą dla Torres del Paine — po chilijskiej stronie granicy. Komunikacja między Puerto Natales a El Chaltén jest możliwa, ale wymaga planowania: autobusy sezonowe, trasy zmieniają się w zależności od roku i przewoźnika. Na koniec sezonu — w marcu, w okolicach formalnego końca sezonu trekkingowego — część połączeń odpada i możesz utknąć bez transportu na dzień lub dwa, co przy napiętym planie lotów jest problemem. Rezerwuj autobusy z takim samym wyprzedzeniem, z jakim rezerwujesz loty.
W Puerto Natales pracuje kilka agencji, które oferują transport do bramy Torres del Paine i z powrotem. Ceny są — delikatnie mówiąc — skalkulowane na turystów z Europy i Ameryki Północnej. Jeden kurs autobusowy w jedną stronę to koszt porównywalny z tanim lotem krajowym. Jeśli planujesz W-Trek i doliczasz dwa przejazdy w obie strony, już na samym transporcie możesz wydać tyle, co noclegi.
System rezerwacji w Torres del Paine — inaczej niż myślisz
Torres del Paine National Park w Chile ma jeden z bardziej skomplikowanych systemów rezerwacji obozów w Ameryce Południowej — a przynajmniej jeden z tych, który zmienia się najczęściej. CONAF, chilijska służba parków narodowych, zarządza parkiem, ale same campingi i schroniska są w większości prowadzone przez prywatnych operatorów: Fantástico Sur i Vertice Patagonia to dwie główne firmy.
Rezerwacje przez Fantástico Sur i Vertice robiłem osobno, na ich stronach, z opcją zmiany, której — jak się okazało — nie można użyć w szczycie sezonu bez opłaty. Przewodnicy pisali: „rezerwuj z wyprzedzeniem”. Nie pisały, że rezerwacje na popularnych etapach W-Trek, takich jak nocleg przy Refugio Chileno, otwierają się na przyszły sezon kilka miesięcy wcześniej i że jeśli zalogowałeś się za późno — wszystko jest zajęte.
Koszt noclegu w schronisku wewnątrz parku to kilkadziesiąt dolarów za samo miejsce w sali wieloosobowej / dormitorium, bez posiłków. Campingi komercyjne (przy schroniskach) to połowa tej ceny, ale wymagają własnego namiotu i własnego jedzenia. Darmowe wolne campingi CONAF (CONAF free campsites) istnieją — i są używane przez backpackerów z budżetem — ale ich liczba miejsc jest ograniczona i nierezerwowalna, co oznacza, że przy dużym ruchu możesz przyjść i nie mieć miejsca.
Szedłem W-Trek z Bartkiem — człowiekiem, który planuje logistycznie lepiej niż ktokolwiek, kogo znam — i mimo jego przygotowania zdarzyło nam się dwie doby spać w pełni wyposażonym schronisku zamiast wolnym campingu, bo ten był zajęty. Koszt zmienił nam budżet etapu o połowę.
Pogoda — cztery godziny, cztery pory roku
Patagoński slogan głosi, że pogoda zmienia się cztery razy dziennie. W mojej praktyce zamieniłbym to na: pogoda zmienia się w cztery godziny z bezchmurnego nieba i dwudziestu stopni na poziomy deszcz przy pięciu stopniach i wietrze, który zdejmuje kaptur. Bez ostrzeżenia, bez stopniowego przejścia.
Kiedy pierwszy raz szedłem obwód Fitz Roy — tę bardziej kameralną pętlę wokół masywu — wyszedłem rano w bawełnianej koszulce i z kurtką na wierzchu. Do południa miałem na sobie wszystkie warstwy i byłem mokry do skóry, bo kaptur nie dał rady przed deszczem wiejącym poziomo z prawej strony. To jest lekcja numer jeden: goretex, ale też wodoodporna torebka na elektronikę, wodoodporne gacie, wodoodporne rękawice. Nie jako opcja. Jako absolutna podstawa.
Widoki Fitz Roy i Torres — te ikoniczne, te, które są na każdym zdjęciu z Patagonii — ukazują się przez chmury rzadko i krótko. Na cztery dni przy Torres del Paine widziałem wieże przez chmury w sumie przez może trzy godziny. Reszta czasu to było niebo z chmurami albo poziomy deszcz. Rozmawiałem z trekkersami, którzy wrócili po siedmiu dniach W-Trek i nie mieli ani jednego klarownego widoku wież. Góry tam były — po prostu schowane.
Właśnie dlatego, jeśli masz elastyczny plan — zarezerwuj dodatkowy dzień buforu. Jedno klarowne poranku, kiedy wieże wychodzą, jest warte przesunięcia całego harmonogramu o dobę.
Koszty — bez owijania w bawełnę
Patagonia to jedno z droższych miejsc trekkingowych na świecie — i to nie jest przesada. Bilet wstępu do Torres del Paine kosztuje kilkadziesiąt dolarów za osobę. Doliczyć do tego transport z Puerto Natales i z powrotem, noclegi w refugios lub campingach komercyjnych, jedzenie (nie ma sklepów wewnątrz parku — wszystko musisz wnieść lub kupić w schronisku za ceny parkowe), plus sprzęt, który naprawdę musisz mieć dobry.
Tydzień W-Trek przy budżetowych wyborach — campingi zamiast refugios, własne jedzenie, dojazd autobusem — to wydatek rzędu dwustu do trzystu dolarów na osobę, licząc tylko koszty wewnątrz parku i transport lokalny. Przy refugios i posiłkach — cztery do sześciu razy więcej. Sam lot do Puerto Natales lub Punta Arenas, najczęściej przez Buenos Aires lub Santiago, to osobna historia.
Chilijskie wejście jest droższe niż argentyńskie. Fitz Roy od strony El Chaltén nie ma opłaty za wstęp do parku — co jest miłą różnicą i co sprawia, że rejon argentyński jest często wybierany przez backpackerów z ograniczonym budżetem. Obóz Poincenot przy Lagunas de los Tres to jeden z najładniejszych darmowych campingów, jakie widziałem gdziekolwiek.
Czego naprawdę nie powie przewodnik
Kilka rzeczy, które w przewodniku albo nie ma, albo jest podane tak ostrożnie, że nie robi wrażenia.
Po pierwsze: wiskacha (vizcacha) — duże gryzonie podobne do skalnego zająca, które są w Patagonii wszechobecne i niesforne — wejdą do twojego plecaka, jeśli zostawisz go bez opieki. Nie są niebezpieczne, ale zjadają jedzenie i przeżuwają plastikowe etui. Widziałem na własne oczy zniszczony termos i otwarte śniadanie. Zawieszaj plecak wysoko albo trzymaj przy sobie.
Po drugie: wifi i łączność wewnątrz parku praktycznie nie istnieje. Refugia mają czasem podstawowe wifi przy kasie, ale nie licz na to, że wyślesz zdjęcia lub sprawdzisz prognozę przez telefon na szlaku. Ściągnij prognozę i mapy offline przed wejściem do parku.
Po trzecie: sezon poza szczytem — październik, kwiecień — jest możliwy, ale wymaga większej samodzielności. Część refugiów jest zamknięta, autobusy rzadsze, a warunki na szlaku mogą być trudniejsze niż latem. Jeśli masz doświadczenie z trekkingiem w zmiennych warunkach i odpowiedni sprzęt — jest to opcja, która daje ciszę i inne kolory. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy — jedź w szczycie sezonu i zaakceptuj tłok.
Po czwarte: Patagonia zmęczy cię inaczej niż inne szlaki. Nie wysokością, nie technicznym terenem — tylko samym wiatrem i nieustannym wysiłkiem utrzymania równowagi, kursem w poprzek podmuchu i noszeniem mokrego ekwipunku przez kilkanaście godzin dziennie. Mam za sobą wyprawy na sześć- i siedmiotysięczniki — i po pięciu dniach W-Trek spałem jak po ataku szczytowym. To jest szlak, który wymaga szacunku.
Wróciłem z Patagonii dwa razy. Za każdym razem z uczuciem, które trudno jednoznacznie zdefiniować — gdzieś między mam już dość a chcę wracać. Myślę, że to jest najlepsza recenzja miejsca, jaką można wystawić.
Solo czy z grupą — pytanie praktyczne, nie filozoficzne
W Patagonii chodzenie solo jest możliwe i legalne — nikt cię nie zatrzyma przy bramie parku z pytaniem, czy masz partnera. Ale wiatr oraz nagłe zmiany pogody robią z trekking solo w Torres del Paine doświadczenie, które wymaga spokojnej oceny własnych możliwości. Nie dlatego, że trudność techniczna jest wysoka — W-Trek to trasa trekkingowa, nie alpinistyczna — ale dlatego, że jeśli coś pójdzie nie tak — skręcona kostka, hipotermia po zmoknięciu, błąd nawigacyjny we mgle — czas reakcji jest długi. Posterunki strażników CONAF są w kilku punktach parku i mają łączność, ale nie są gęsto rozlokowane.
Szedłem W-Trek w trójkę i tę liczbę uważam za sensowną — trzecia osoba to bufor przy każdej sytuacji, gdzie dwoje to za mało. W parze jest dobre tempo, w trójce jest bezpieczeństwo. Więcej osób komplikuje logistykę rezerwacji i spowalnia tempo — w Patagonii z jej ograniczonymi miejscami na kampingach to ma znaczenie.
Strażnicy CONAF przy wejściu do parku zapytają cię o plan trasy i daty. To nie jest tylko formalność — to jest rejestracja, która pozwala im szukać cię, jeśli nie wyjdziesz w terminie. Podaj realny plan, łącznie z dniami buforu, jeśli je masz. Kilka razy słyszałem od trekkersów, że podali skrócony plan, żeby „nie komplikować” — i potem mieli problem z tłumaczeniem, dlaczego wychodzą o dzień lub dwa później niż deklarowali.
Kultura campingu w parku — kilka rzeczy, których się nie spodziewa
Campingi w Torres del Paine mają wyznaczone miejsca na namioty — nie możesz rozstawić się, gdzie chcesz. Obowiązuje zakaz rozpalania ognia poza wyznaczonymi miejscami, i nie jest to martwy przepis — kontrole są regularne, a kara finansowa realna. W 2011 roku pożar wywołany przez turystę strawił tysiące hektarów parku — i od tamtego czasu egzekwowanie przepisów ogniowych jest bardzo surowe.
Śmieci wychodzą z tobą. W parku nie ma koszy na śmieci ani systemu odbierania odpadów z campingów komercyjnych w systemie publicznym — to odpowiedzialność operatora campingu. Na wolnych campingach CONAF — zero infrastruktury śmieciowej. Mam nawyk pakowania „śmieciowego” woreczka, który wychodzi cięższy niż wszedł. To jest standard, którego w Patagonii nikt ci nie tłumaczy, bo zakładają, że go znasz.
I ostatnia rzecz: nie licz na ładowanie urządzeń. Część campingów komercyjnych ma gniazdka przy recepcji — ale przy tłumie jest kolejka do gniazdka dłuższa niż do toalety. Powerbank na minimum dziesięć tysięcy mAh to w Patagonii inwestycja, która zwraca się po pierwszym wieczorze bez prądu.