Janusz Nabrdalik — organizator i społecznik polskich gór
Janusz Nabrdalik należał do tej grupy postaci polskiego środowiska górskiego, których wkład trudno zmierzyć listą wejść. Urodzony w 1955 roku, zmarły w 2005, działał przez większą część dorosłego życia jako organizator wypraw, animator lokalnego środowiska wspinaczkowego i autor inicjatyw, które dziś są częścią tkanki polskiego alpinizmu. Wspinał się dużo, ale jego znaczenie trzeba mierzyć także — a być może przede wszystkim — tym, ile projektów pomógł wprowadzić w życie.
Pierwsze lata i ośrodek lokalny
Młode lata spędził związany z klubem wysokogórskim, w którym odpowiadał za organizację sekcji młodzieżowej i szkoleniowej. Już jako wspinacz początkujący wyróżniał się zaangażowaniem w prace nieabsorbujące nikogo innego — dokumentację, formalności, rozliczenia, poszukiwanie sponsorów. Ten profil organizatorski rozwinął się u niego wcześniej niż u wielu rówieśników, którzy w pierwszej kolejności szukali własnej wspinaczki, a dopiero później działalności społecznej.
Czynnie chodził w Tatrach, Alpach i w górach średniej wysokości, ale wybrał drogę, którą łatwo jest opisać jako pozasceniczną. Dużo czasu spędzał w schroniskach, przy biurkach klubowych i na zjazdach, układając kalendarze wyjazdów, wspierając młodszych kandydatów na wspinaczy, pomagając w zdobywaniu sprzętu.
Organizacja wypraw i inicjatywy
W dojrzałym okresie działalności skoncentrował się na organizacji wypraw wysokogórskich — zarówno w Andy, jak i w Himalaje. Jego pasją było tworzenie zespołów, w których łączyły się różne pokolenia: starsi mentorzy i wchodzący w szczytowy okres aktywności młodsi wspinacze. Wiele spośród tych wyjazdów miało charakter klubowy, eksploracyjny, bez pretensji do pierwszych przejść. Ale kryły w sobie coś, co od pierwszych przejść bywa cenniejsze — przekazywanie wiedzy.
Współpracował z instytucjami turystycznymi, ratowniczymi, publikował okazjonalnie. Jego nazwisko pojawia się w sprawozdaniach z sezonów, w kronikach klubowych, w listach organizatorów imprez sportowych i szkoleniowych. Nie zabiegał o medialną widoczność; rozumiał, że role, które wybrał, rzadko zyskują oklaski.
Styl i charakter
W relacjach kolegów wracało kilka cech: cierpliwość, rzetelność i zdolność do rozwiązywania konfliktów. W środowisku, w którym ego często przeważa nad zdrowym rozsądkiem, Nabrdalik miał opinię mediatora. Potrafił wysłuchać obu stron, nie przekształcając dyskusji w własny monolog. Potrafił też powiedzieć „nie” — kiedy pomysł był sympatyczny, ale ryzykowny, albo kiedy grupa nie miała zaplecza koniecznego do realizacji planu.
Ta kombinacja — ciepło połączone z asertywnością — nie jest w górach częsta. Pozwalała mu pracować z ludźmi, którzy na co dzień niełatwo się dogadywali.
Dziedzictwo
Zmarł w 2005 roku, pozostawiając po sobie nie tyle konkretny szczyt, co infrastrukturę — inicjatywy, które nadal działają, choć nazwisko ich inicjatora powoli znika z pierwszej linii pamięci. Takie pośmiertne losy są częstą ceną pracy organizatorskiej: buduje się instytucje, które po latach funkcjonują własnym życiem, nie przypominając już o swoich twórcach.
Dla badacza polskiego alpinizmu druga połowa dwudziestego wieku jest opowieścią nie tylko o ośmiotysięcznikach, ale także o klubach, sekcjach i społecznikach. Nabrdalik w tym obrazie zajmuje miejsce, w którym wiele linii się skrzyżowało. Jego historia przypomina, że życie górskie to nie tylko wspinaczka, ale także porządna, niewdzięczna robota, bez której wspinaczka nie miałaby ram.