Anna Czerwińska — pierwsza Polka na Korona Ziemi
Anna Czerwińska przez wiele lat pozostawała w cieniu swojej bardziej głośnej współczesnicy, Wandy Rutkiewicz. Porównanie to — dokonywane przez dziennikarzy i czytelników z automatyczną łatwością — było niesprawiedliwe i upraszczające. Czerwińska to alpinistka o kompletnym i oryginalnym dorobku, która osiągnęła szczyty, do których Rutkiewicz nie dotarła, i zrobiła to metodycznie i trwale. Pierwsza Polka na Koronie Ziemi — tytuł, który mówi tyle, że można by na nim poprzestać, choć za tym skrótem kryje się wieloletnia historia konsekwentnego działania, odporności na zewnętrzną ocenę i zdolności do samodzielnego definiowania własnych celów.
Pochodzenie i początki w górach
Anna Czerwińska urodziła się w 1949 roku. Wspinaczką zajęła się w młodości, wchodząc w krąg polskiego środowiska alpinistycznego, które w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przeżywało dynamiczny rozwój. Pokolenie, do którego należała, stawiało sobie za ambicję penetrację wielkich ścian europejskich — a później przeniesienie alpinizmu na wyższe szerokości geograficzne. Wspinała się skalnie i lodowo, gromadząc doświadczenie, które ważne było później nie tylko technicznie, ale i pod względem odporności psychicznej na długotrwałe przedsięwzięcia.
Środowisko, w którym Czerwińska się formowała jako alpinistka, nie było wolne od hierarchii i napięć. Kobiety we wspinaczce wysokogórskiej lat siedemdziesiątych działały w warunkach, gdzie każdy ich krok był poddawany surowszej ocenie niż kroki mężczyzn. Nie dotyczyło to tylko zewnętrznych obserwatorów: wewnątrz środowiska alpinistycznego kobiety musiały udowadniać swoje kompetencje przy każdej okazji, a i tak często były traktowane jako uzupełnienie wyprawy, a nie jej pełnoprawni uczestnicy. Czerwińska była tego środowiska częścią i uczyła się w nim działać — bez publicznych manifestów, przez praktykę.
W 1973 roku Czerwińska weszła na ściany Eigeru od strony północnej — w tym samym czasie co Wanda Rutkiewicz i Halina Krug-Hellerowa. Wyprawę tę często przywołuje się jako „pierwszą polską kobiecą wspinaczkę północną Eigeru”. Udział Czerwińskiej był równie realny jak udział Rutkiewicz, ale mniej odnotowany przez następne dekady: narracyjna siła Rutkiewicz — jej charyzma, tragiczny koniec — przyciągała uwagę, przyćmiewając inne postacie tej samej wyprawy.
Himalaje, Karakorum i droga do Korony
Czerwińska pojawiła się w Himalajach i Karakorum w ciągu lat osiemdziesiątych, kiedy polskie środowisko pisało najważniejsze strony swojej himalaistycznej historii. Brała udział w wyprawach w Pamir i stopniowo wspinała się ku barierze sześciu i siedmiu tysięcy metrów. Każdy kolejny poziom wymagał osobnej aklimatyzacji — nie tylko fizycznej, ale i organizacyjnej: każda wyprawa to wielomiesięczne przygotowania, permity, logistyka, praca z zespołem. Czerwińska przechodziła przez te etapy z systematycznością, która w tamtym środowisku była mniej efektowna niż charyzmatyczny impuls, ale bardziej trwała.
W 1992 roku znalazła się w ekspedycji na K2 — górę, która od lat była przedmiotem polskich ambicji. Wyprawa była szczególna: jednym z jej uczestników była Wanda Rutkiewicz, która próbowała K2 jako etap projektu „Karawana Snów”. Ani Czerwińska, ani Rutkiewicz nie dotarły na szczyt K2 w tym sezonie — Czerwińska zawróciła poniżej wierzchołka, Rutkiewicz opuściła wyprawę i przeniosła się na Kanczendzongę, gdzie zaginęła w maju 1992 r. Czerwińska wróciła do domu bez szczytu i bez partnerki z wielu wypraw. Zaginięcie Rutkiewicz zmieniło coś w środowisku: narracja o kobiecym alpinizmie polskim straciła swój centralny punkt, a te, które zostały — Czerwińska przede wszystkim — musiały na nowo określić swoje miejsce w tej historii.
Przełomem okazał się rok 2000. W maju Czerwińska stanęła na szczycie Mount Everestu (8849 m) — i Czerwińska weszła na Everest 21 maja 2000 r. Urodzona 10 lipca 1949 — w dniu wejścia miała 50 lat (nie 51). 51 lat ukończyła dopiero po powrocie, w lipcu 2000.. Data ta jest istotna nie tylko ze względu na wiek: Everest był symbolem polskich ambicji himalaistycznych od lat siedemdziesiątych, a dla kobiet z polskiego środowiska szlak otwierała Rutkiewicz w 1978 roku. Czerwińska weszła na Everest ponad dwie dekady później — ale weszła. I zrobiła to bez wspomagania tlenowego, co samo w sobie stanowiło oddzielne osiągnięcie.
Korona Ziemi — projekt zdobycia najwyższego szczytu każdego kontynentu — była dla Czerwińskiej wieloletnim programem realizowanym z charakterystyczną dla niej systematycznością. Everest (Azja), Mont Blanc lub Elbrus (Europa), Kilimandżaro (Afryka), Aconcagua (Ameryka Południowa), Denali (Ameryka Północna), Carstensz Piramid lub Kosciuszko (Australia/Oceania), a nade wszystko Mount Vinson na Antarktydzie — szczyty podbijane etapami, rok po roku, bez spektakularnych gestów. Anna Czerwińska ukończyła Koronę Ziemi w 2000 roku — ostatnim szczytem był Everest (21 maja 2000). Była pierwszą Polką, której się to udało. Osiągnięcie to jest obiektywnie nieporównywalne z nieukończoną drogą Rutkiewicz na Koronę Himalajów — inne były cel i metodologia — a jednak przez wiele lat pozostawało mniej obecne w publicznym dyskursie.
Styl i charakter
Czerwińska jest alpinistką metodyczną i opanowaną — przynajmniej takie sprawia wrażenie na podstawie tego, co mówiła o sobie w wywiadach i co pisali o niej partnerzy wypraw. Nie była typem charyzmatycznego lidera, który narzuca wizję i ciągnie za sobą ekipę. Jej siła leżała gdzie indziej — w ciągłości, w długofalowym planowaniu, w zdolności do powrotu po porażce bez dramaturgii. Brak sukcesu na K2 w 1992 roku był doświadczeniem bolesnym, ale nie niszczącym ambicji. Wróciła do działań wyjazdowych, kontynuowała program i dotarła do celów, które postawiła sobie na długo przed tamtym latem. To jest cecha trudna do naśladowania i trudna do nauczenia: odporność na porażkę bez znieczulenia, które zarazem niszczy wrażliwość na cel.
Była także autorką i popularyzatorką. Pisała o własnych wyprawach i o kobiecej obecności w alpinizmie — obecności, która z perspektywy lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wciąż wymagała oddzielnego opisania. Jej zdolność do opisywania własnego doświadczenia bez patosu i bez nadmiernego heroizowania jest wyróżnikiem, który odróżnia jej relacje od wielu ówczesnych wspomnień wyprawowych, gdzie emocja przykrywała analizę.
Czerwińska nie szukała starcia ze środowiskiem i nie sytuowała siebie w opozycji do mężczyzn. Jej strategia była inna: nie walczyć o miejsce, lecz po prostu zajmować je przez działanie. To podejście miało swoją cenę w postaci niższej widoczności medialnej — niż charyzmatyczne osobowości przyciągające kamerę — ale miało też zalety: jej kariera trwała dłużej, a jej dorobek jest bardziej jednolity i trudniejszy do podważenia.
Dziedzictwo
Miejsce Anny Czerwińskiej w polskim alpinizmie jest w wielu narracjach niesłusznie zepchnięte na drugi plan. Zarówno jej wejście na Everest, jak i ukończenie Korony Ziemi to osiągnięcia porządnej klasy — nie rekordy na miarę Kukuczki czy Wielickiego, bo inna była skala ambicji i metody — ale przejawy długodystansowego alpinizmu o solidnym fundamencie.
Dla kobiet wchodzących w alpinizm wysokogórski w Polsce Czerwińska jest postacią referencyjną inaczej niż Rutkiewicz: mniej legendaryczną, ale może bardziej dydaktyczną. Udało się jej połączyć konsekwencję z długą karierą — a to jest wzorzec, który ma praktyczną wartość dla każdego alpinisty, niezależnie od płci i rozmiaru ambicji. Historia polskiego alpinizmu bez Anny Czerwińskiej byłaby niepełna — nawet jeśli ta niepełność przez długie lata pozostawała w dużym stopniu niewidoczna dla szerszej publiczności.
Czerwińska po ukończeniu Korony Ziemi nie zakończyła działalności górskiej. Kontynuowała wspinaczkę, brała udział w wyprawach, uczestniczyła w życiu środowiska jako doświadczony głos, który nie narzuca się, ale jest obecny. Jej późniejsze lata to obraz alpinisty, który rozumie, że góry nie kończą się na jednym projekcie — i że sens tej aktywności nie leży wyłącznie w rekordach, lecz w samym procesie. To podejście, w jej przypadku, nie jest frazesem: jest zakorzenione w całej historii kariery, która konsekwencję i długotrwałość ceniła ponad błysk.
Należy też odnotować, że ukończenie Korony Ziemi wymagało od Czerwińskiej nie tylko wspinaczkowych kompetencji, ale i finansowych zasobów oraz organizacyjnych możliwości. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XX wieku wejście na Mount Vinson na Antarktydzie kosztowało wielokrotność przeciętnej rocznej pensji polskiego alpinisty. Czerwińska potrafiła zebrać środki, zorganizować wyprawy i dotrzeć na każdy z siedmiu kontynentów — co samo w sobie jest osiągnięciem rzadkim i zasługującym na odnotowanie. Logistyka Korony Ziemi jest niedocenianym aspektem tego projektu: wiele osób skupia się na szczytach, nie myśląc o tym, ile wymagało samo dotarcie w odpowiednie miejsce na odpowiednim końcu świata.
Zestawienie Czerwińskiej z Rutkiewicz jest nieuniknione, ale powinno być dokonywane z ostrożnością. Rutkiewicz była postacią dramatyczną w najklasyczniejszym sensie: jej kariera miała narracyjny łuk od triumfu do zaginięcia, co czyni ją idealnym materiałem na legendę. Czerwińska nie zginęła w górach, nie znikła — żyła i działała dalej, co paradoksalnie sprawia, że jest trudniejsza do opowiedzenia. Historia, która nie kończy się tragedią, ale długoletnim, spokojnym trwaniem, wymaga od czytelnika innego rodzaju uwagi. Ale ta uwaga się opłaca: Czerwińska, czytana całościowo, jest przykładem rzadkiej rzeczy — alpinizmu jako projektu życiowego, nie jako jednorazowej przygody.