Janusz Skorek — Hindukusz i mniej znane wyprawy
Historia polskiego alpinizmu jest opowiadana przez pryzmat kilku nazwisk, które stały się powszechnie rozpoznawalne. Ale każda epoka jest produktem nie kilku, lecz dziesiątek osób — tych, które wspinały się obok sławnych, zakładały kluby, organizowały logistykę i szkoliły następne pokolenia, nie szukając przy tym medialnego odblasku. Janusz Skorek należy do tej grupy: alpinista pokolenia przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, człowiek Hindukuszu, który budował to, co później przyszłym pokoleniom pozwoliło pisać własne historyczne karty. Jego historia jest historią pokolenia — i jako taka zasługuje na opowiedzenie.
Życie wczesne i pierwsze ściany
Janusz Skorek urodził się około 1940 roku. Był członkiem środowiska alpinistycznego południowej Polski, związanego z kręgami Katowic i Bielska-Białej — wówczas silnymi ośrodkami taternizmu i wspinaczki, obsługującymi zaplecze tatrzańskie i beskidzkie. Wspinaczka była w tych kręgach czymś więcej niż hobby — była siecią społeczną zastępującą w wielu aspektach inną działalność zbiorową w warunkach PRL-u. Klub był przestrzenią, gdzie łączono się przez wspinanie, a nie przez polityczną przynależność; w wielu przypadkach był też jedyną instytucją, która umożliwiała regularne wyjazdy zagraniczne.
W pokoleniu Skorka formowanie się jako alpinisty przebiegało przez tatrzańskie sezony, obozy zimowe, i systematyczne wyjazdy w Alpy. Dopiero po kilku latach doświadczenia zdobytego na „małych” górach można było realistycznie myśleć o czymś większym. Do tego dochodziły ograniczenia paszportowe i dewizowe, które sprawiały, że każdy wyjazd zagraniczny był efektem wielomiesięcznych starań. W tym środowisku cierpliwość nie była cnotą opcjonalną — była warunkiem wstępnym jakiejkolwiek aktywności wysokogórskiej.
Pierwszy kontakt z górami powyżej pięciu tysięcy metrów to dla wielu alpinistów tamtego pokolenia Kaukaz lub Pamir — rejony dostępne przez sowieckie struktury organizacyjne, z regularnie organizowanymi polsko-sowieckimi wyprawami wymiennymi. Skorek zdobywał doświadczenie na kolejnych poziomach, budując kompetencje techniczne, które były niezbędne do podjęcia wypraw w Hindukusz i Karakorum.
Hindukusz i Pamir
Hindukusz był dla polskich alpinistów od końca lat sześćdziesiątych terenem szczególnym. Zaczęto systematycznie penetrować ten rejon, traktując go zarówno jako poligon przed ambitniejszymi himalajskimi celami, jak i jako cel sam w sobie. Hindukusz oferuje szczyty powyżej siedmiu tysięcy metrów i drogi o dużym stopniu trudności technicznej przy stosunkowo niskim koszcie logistycznym w porównaniu z Himalajami. Noszak (7492 m) — najwyższy szczyt Hindukuszu po stronie afgańskiej — był jednym z najważniejszych celów polskich ekspedycji tamtego okresu.
W 1973 roku polscy alpiniści dokonali pierwszego zimowego wejścia na Noszak. Było to historyczne osiągnięcie — pierwsze zimowe wejście na szczyt powyżej siedmiu tysięcy metrów w historii wspinaczki — i stanowiło zapowiedź tego, co polskie środowisko zamierzało realizować w Himalajach w następnych dekadach. Skorek był częścią środowiska, które tę wyprawę przygotowywało i z niej czerpało doświadczenie: nie zawsze jako uczestnik każdej z ekspedycji, ale jako element infrastruktury społecznej i organizacyjnej, która sprawiała, że wyprawy takie były w ogóle możliwe.
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych polskie ekspedycje pojawiały się regularnie w pasmach Tirich Mira i innych masywach Hindukuszu. Teren ten wymagał gruntownego doświadczenia technicznego — lodowców, mieszanego terenu, długich grzebieni — które uczestnicy zdobywali latami. Skorek jako człowiek ze środowiska katowicko-bielskiego i wieloletnim stażem był dla młodszych uczestników kimś w rodzaju pamięci instytucjonalnej: znał procedury, znał specyfikę terenu, wiedział, jak przez tego rodzaju wyprawy się przechodzi.
Wyprawy hindukuskie miały swoją własną logikę organizacyjną — inną niż późniejsze himalajskie projekty Zawady. Były mniejsze, tańsze, bardziej samodzielne finansowo i technicznie, organizowane często przez kluby regionalne bez wsparcia PZA czy Komitetu Olimpijskiego. Ta samodzielność wymagała od uczestników kompetencji, których duże wyprawy narodowe nie ćwiczyły: umiejętności improwizowania, adaptowania planów, rozwiązywania problemów logistycznych bez zaplecza.
Styl i charakter
Pokolenie, do którego należał Skorek, miało szczególną cechę: było pokoleniem budowniczych. Nie budowniczych w dosłownym sensie — choć organizowanie i finansowanie wypraw w realiach PRL-u wymagało umiejętności bliskich logistyce — ale budowniczych środowiska. Bez tych ludzi — tych, którzy prowadzili sekcje, jeździli na obozy z młodszymi, sprawdzali sprzęt i utrzymywali kontakty z partnerami za granicą — nie byłoby późniejszego „złotego pokolenia” polskiego himalaizmu.
Skorek nie był człowiekiem rozgłosu. Nie szukał publiczności, nie był typem, który w relacjach z wypraw wysuwał się na pierwszy plan narracji. Alpinizm w jego rozumieniu był rzeczą zbiorową — i zbiorowy był charakter jego zaangażowania. Tego rodzaju postawy są trudne do uchwycenia w biografiach, które z definicji składają się z indywidualnych zdarzeń. Ale bez nich każda zbiorowa historia jest niepełna. Środowisko alpinistyczne buduje się przez obecność i pracę konkretnych ludzi — nie tylko przez wyjątkowe jednostki, lecz przez dziesiątki takich, jak Skorek: solidnych, konsekwentnych i niezastąpionych w swojej codziennej roli.
W środowisku alpinistycznym Bielska i Katowic Skorek był postacią szanowaną za wiedzę praktyczną i doświadczenie terenowe. Mentoring — choć to słowo nie było wtedy w użyciu — był naturalną częścią kultury klubowej: starsi uczyli młodszych, nie dlatego, że ktoś ich o to prosił, ale dlatego, że tak działał klub jako instytucja. Skorek był częścią tego mechanizmu i rozumiał jego znaczenie.
Jego stosunek do alpinizmu był pragmatyczny i uziemiony. Nie interesował się filozofią gór w sensie, w jakim zajmował się nią Kurtyka — nie szukał w górach uzasadnienia egzystencjalnego. Góry były dla niego miejscem trudnym i pięknym jednocześnie, miejscem, gdzie człowiek jest rozliczany z kompetencji bez taryfy ulgowej. To podejście — praktyczne, bez pretensji do głębi, a jednak głębokie w swej konsekwencji — było charakterystyczne dla całego pokolenia, do którego należał.
Hindukusz oferował zupełnie inne wyzwanie logistyczne niż Himalaje. Afgańsko-pakistański rejon był dla polskich alpinistów lat siedemdziesiątych terenem, gdzie nie było stałej infrastruktury, sprawdzonych przewoźników, wypracowanych procedur. Każda wyprawa oznaczała wejście w obszar, gdzie reguły trzeba było budować od zera. Alpiniści, którzy przez ten teren przeszli — jak Skorek — zdobywali coś, czego żaden trening w Tatrach nie mógł dać: umiejętność działania w warunkach radykalnej niepewności.
Tirich Mir (7708 m), najwyższy szczyt Hindukuszu, był dla polskich alpinistów celem osobnym — potężna, skomplikowana góra, która wymagała rozbudowanej logistyki i doświadczenia zupełnie innego kalibru niż Noszak. Polskie wyprawy do Hindukuszu w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych były szerokim poligonem: zdobywano doświadczenie na różnych szczytach, różnymi drogami, w różnych porach roku. Skorek był częścią tej mozaiki wyjazdów, które tworzyły kompetencyjny fundament pod późniejsze himalajskie sukcesy środowiska.
Dziedzictwo
Janusz Skorek jest postacią, której imienia nie znajdzie się w większości popularnych opracowań o polskim himalaizmie. Piszemy o nim tutaj nie dlatego, żeby uzupełniać listę rekordów, ale dlatego, że lista rekordów jest niepełnym opisem życia środowiska. Każde pokolenie alpinistów, które dokonuje wielkich wejść, stoi na ramionach ludzi, którzy wielkich wejść nie dokonali — albo dokonali ich po cichu, bez zdjęć w prasie i wzmianek w encyklopediach. Historia alpinizmu zapisana wyłącznie przez pryzmat rekordów jest historią selektywną — a selektywna historia jest niepełna.
Hindukusz jako rejon polskich wypraw był przez kilkanaście lat czymś w rodzaju niedocenianego rozdziału — przykrytego przez późniejsze sukcesy himalajskie. Dziś, gdy te sukcesy są powszechnie znane, rzetelny historyk widzi wyraźnie, że miały swoją prehistorię: w postaci dziesiątek wypraw, które nie trafiły na pierwsze strony, ale stworzyły ludzi zdolnych do tego, co później nastąpiło. Skorek jest częścią tej prehistorii — i w tym sensie jest częścią historii.
Pomijanie tego rodzaju postaci w narracjach o polskim alpinizmie jest zrozumiałe: narracje lubią bohaterów z imieniem i nazwiskiem przy rekordzie. Ale jest to pomijanie, które fałszuje obraz — bo polskie himalaizm nie był dziełem kilku geniuszy, lecz środowiska, które przez dekady budowało kompetencje, struktury i kulturę organizacyjną. Skorek był tego środowiska częścią żywą — nie marginalną notą w przypisie, lecz jednym z tych, bez których przypiski by nie powstały. To różnica, którą każdy historyk rozumie instynktownie, nawet jeśli trudno ją wyrazić w jednym zdaniu.
Pokolenie taterników i alpinistów działających w Polsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych było pokoleniem wyjątkowo motywowanym — przez trudności systemu, przez bariery organizacyjne, przez ogólną atmosferę zbiorowego wysiłku, który był jedyną drogą do czegokolwiek. Ci, którzy przez to przeszli i zostawili po sobie nie tylko szczyty, ale i sieć ludzi zdolnych do kolejnych szczytów, wykonali pracę, której znaczenie trudno przecenić. Janusz Skorek jest jednym z nich — i zasługuje na to, żeby być wymienionym z imienia w każdej rzetelnej historii polskiego alpinizmu zimowego i hindukuskiego.